Park Narodowy Yala – Sri Lanka

Safari w Parku Yala było dla nas najfajniejszą atrakcją w czasie naszej podróży po Sri Lance.  Na wyspie istnieje 15 parków narodowych w których można oglądać słonie oraz wiele innych egzotycznych zwierząt. My zdecydowaliśmy się odwiedzić drugi co do wielkości, ale najbardziej popularny,  Park Narodowy Yala. Ze względu na jego popularność trochę bałam się, że będzie bardzo dużo ludzi i podglądanie zwierzaków wcale nie będzie fajne. Mieliśmy jednak szczęście, było super 🙂 Safari organizowane jest 2 razy dziennie, o świcie i wieczorem, ponieważ wtedy można zobaczyć najwięcej mieszkańców parku. My załapaliśmy się na wieczorne zwiedzanie.

DSCF2744

DSCF2726

Safari trwa ok 4 h a park zwiedza się z jeppa. Ból pupy i piasek w każdym zakamarku ciała rekompensują niesamowite emocje. No bo czy nie jest niesamowitym spotkanie z takimi pięknościami?

DSCF2848

DSCF2855

DSCF2935

DSCF2938

DSCF2774

DSCF2768

Zobaczenie słoni na wolności było moim marzeniem od zawsze. Jest to niesamowite uczucie kiedy można się im przyglądać z bliska w ich naturalnym środowisku.

Oprócz słoni i leopardów ( niestety tych nie spotkaliśmy) w parku mieszkają:

Dzikie świnie – dziki chyba 🙂

DSCF2907

DSCF2794

Bawoły

DSCF2823

DSCF2792

Setki różnych ptaków

DSCF2822

DSCF2761

DSCF2759

DSCF2785

Krokodyle

DSCF2875

Jaszczury

DSCF2804

I wiele wiele innych

DSCF2897

Park znajduje się przy samym oceanie. W czasie krótkiej przerwy mieliśmy okazję na rozprostowanie nóg na plaży 🙂

DSCF2893

DSCF2885

Park Yala to nie tylko zwierzęta, ale niesamowita przyroda.

DSCF2913

DSCF2921

To był naprawdę niesamowity odtatni dzień 2017 roku. Oby nowy przyniósł nam więcej takich zapierających dech atrakcji 🙂

 

 

 

 

Sri Lanka – Wonder of Asia…

Czy taki wonder to do końca przekonana nie jestem 🙂 Sri Lanka to na pewno piękna wyspa z niesamowitą, urozmajconą przyrodą i pięknymi zabytkami. Trzeba jednak być również przygotowanym na biedę, bród oraz korki na drogach. Sri Lanka była jednym z państw, które najbardziej ucierpiały przez Tsunami w 2004 roku, czego skutki widać po dziś dzień…

 

DSCF2421
Dwa najbardziej popularne środki transportu na Sri Lance

 

DSCF2669
Krowy i bawoły na drogach to codzienny widok

DSCF2274

DSCF2455

Spędziliśmy na Sri Lance 6 bardzo aktywnych dni. Zrobiliśmy ponad 1000 km w żółwim tempie ( 100 km zajmowało nam czasami dosłownie półdnia ), ale zobaczyliśmy większość najciekawszych atrakcji wyspy. Przemieszczaliśmy się wynajętym samochodem z kierowcą, a nocowaliśmy codziennie w innym hotelu.

Oto lista miejsc, które podobały nam się najbardziej:

Sigirija

DSCF2303

Sigirija Rock – są to pozostałości pałacu z V stulecia umiejscowione na wysokiej 200 m skale wpisane na listę UNESCO.

Szczerze mówiąc byłam przekonana, że ja z naszą 4 latką poczekam sobie na dole w czasie kiedy chłopcy pokonają 1200 schodów wspinając się na górę. Zachęcona jednak niesamowitym widokiem z góry dałam się namówić na wspinaczkę. Muszę przyznać, że dla kogoś z lękiem wysokości było to nie lada wyzwanie, bo większość trasy na górę pokonuje się po metalowych schodach z bardzo niską barierką. Poza tym wszędzie pełno informacji o gniazdach szerszeni znajdujących się wzdłuż trasy na górę. No ale na prawdę było warto!

DSCF2318
1200 schodów na górę

 

DSCF2324
Dumne Budziki na szczycie 🙂

 

DSCF2349
starożytny basen 🙂

 

DSCF2394

DSCF2343

Nuwara Elija

DSCF2508

Nuwara Elija to region w południowo – środkowej Sri Lance gdzie od czasów kolonizacji wyspy przez Brytyjczyków uprawia się herbatę oraz pochodzące z Europy warzywa. Region ten zachwyca krajobrazami oraz pięknem przyrody. Warto wybrać się na przejażdżkę wśród plantacji herbaty lub zobaczyć kilka ze znajdujących się tam niesamowitych wodospadów.

 

DSCF2482
plantacja herbaty

 

DSCF2494
Labukale Tea Plantation

 

DSCF2535
Ramboda Waterfall

 

DSCF2592

 Bentota – Zachodnie Wybrzeże 

Region ten to idealne miejsce dla miłośników rajskiej plaży, sportów wodnych oraz żółwi 🙂 To tu ustytuowane są wszystkie piękne kurorty i wypasione hotele.

DSCF3068

 

DSCF3087
Ocean Indyjski ma w sobie coś niesamowitego 🙂

 

DSCF2964

Jeśli zbrzydnie nam już wylegiwanie się na plaży można wybrać się na ciekawe River Safari

DSCF2978

DSCF2982

DSCF3021

albo do Fish Spa chociaż to atrakcja dla tych bardziej zdesperowanych 🙂 z całej naszej czwórki tylko Aleks z radoscią wsadził nogi do basenu z rybami 🙂

DSCF3024

DSCF3027

 

DSCF3031
takie atrakcje zdecydowanie nie dla mnie 🙂

albo do Sanktuarium Żółwi

Jaja żółwi  są zbierane z plaży zanim wyklują się maluchy w celu ochrony ich przed drapieżcami. Po 4-5 dniach od wyklucia żółwiki wracają do oceanu.

 

DSCF3054
maluch gotowy do wypuszczenia

 

DSCF3052

DSCF3057

Najciekawszą atrakcją dla nas z całej 6 dniowej wyprawy było safari w Parku Narodowym Yala, ale o tym opowiem Wam w następnym poście.

Sri Lanka to niesamowity mix doznań na pewno warty poznania 🙂

 

 

 

Szkolny autobus ;)

Fajny taki autobus, zwłaszcza jak nie ma się samochodu. Zabierze dzieci z domu rano i odstawi po szkole. Można poplotkować z sąsiadkami, a dzieci mają czas na rozmowy i zabawę z rówieśnikami w drodze do szkoły. Całkiem fajna sprawa…

Gorzej jednak kiedy budzisz się rano i słyszysz grzmoty i walący deszcz o szyby. Taki deszcz tropikalny jest trochę inny od tego naszego, polskiego 😉 Taki jakiś bardziej mokry 🙂 I w taki właśnie poranek wyłazisz niechętnie z łóżka ze świadomością, że czeka cię to:

Czyli walka z deszczem i czekanie na spóźniający się autobus. Kiedy jest ulewa w Singapurze, to trochę tak jak w Polsce  pada śnieg 😉 Tutejsi słabi kierowcy nie lubią, albo nie potrafią jeździć w deszczu, miasto paraliżują korki 😉

Więc czekamy, czasem 15 min w deszczu, przepraszam, ulewie,  na spóźniający się autobus.

Nie daj Boże jak sobie człowiek pomyśli: ” aaa wyjdę z domu później, na pewno przez tą ulewę autobus się spóźni”, wtedy na pewno przyjedzie na czas 🙂

Takie klapeczki to super sprawa, bo jak leje, nogi masz mokre do kolan, a kaloszki przy 30 stopniach po prostu odpadają 😉

W Singapurze na dobre rozpoczęła się pora deszczowa, będzie cudownie chłodno i mokro 🙂

Miłego dnia!

 

Bintan – rajska plaża znaleziona :)

Tylko 40 minut podróży promem dzieli Singapur od tej urokliwej indonezyjskiej wyspy. Bintan stała się w ostatnich latach jednym z ulubionych miejsc Singapurczyków na weekendowy wypad. Niestety na tej rajskiej wyspie ceny też są bardzo singapurskie, ale chyba dla takich widoków warto czasem zaszaleć:

DSCF1825

DSCF1839

DSCF1854

DSCF1874

DSCF1936

 

DSCF1952
Plaża wyglądała tak w trakcie całego naszego pobytu, ludzi brak 🙂

 

 

Dzięki sympatycznej koleżance z Polski – Monice, wybraliśmy cudnie położony hotel Angsana, 10 min jazdy samochodem od portu. Hotel jest 5*, ale na moje oko powinien mieć ledwo 4*. Na całe szczęście przepiękna plaża, cisza, spokój, przemiła obsługa i pyszne jedzenie wynagradzają jego braki 🙂

 

DSCF1813
Widok z pokojowego tarasu

 

DSCF1906

DSCF1908

DSCF1930

Hotel oferuje spory wybór aktywności, np golf, sporty wodne, klubik dla dzieci, spa i wiele innych. Moi chłopcy skusili się na szaleństwo na jet ski i przejażdżkę na babana boat, a ja tradycyjnie na 2 godzinki w spa 🙂

DSCF1944

DSCF1972

DSCF1983

Myślę, że mieszkając, lub będąc dłużej w Singapurze, warto jest odwiedzić tą rajską wyspę. Dwa – trzy dni na pewno wystarczą aby odpocząć i naładować baterie.

Pozdrawiam

 

6 tygodni w Polsce za nami :)

Jakoś nie mogłam się przez dłuższy czas zebrać do tego wpisu, musiałam ochłonąć 🙂 To były chyba najbardziej intensywne wakacje w moim życiu 🙂 Zrobiłam samochodem ok 5 tyś. kilometrów, zorganizowałam Komunię dla Aleksa, pokazałam naszej niani pół Polski i poszalałam z rodzinną sesją 🙂  Staraliśmy się nadrobić 15 miesięcy nieobecności jedząc polskie potrawy, oddychając świeżym powietrzem i spędzając czas z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi.  Mieszkając tak daleko od domu człowiek docenia malutkie rzeczy, które wcześniej nie miały dla niego większego znaczenia, bo po prostu były 🙂 Ania przez pierwsze dni nie mogła się nadziwić, że wszyscy mówią po polsku, a Aleks próbował najeść się polskich potraw na zapas 🙂 Mieszkając na końcu świata człowiek widzi, jaka piękna i wyjątkowa  jest Polska, popatrzcie sami:

 

IMG_8841
Zwiedzanie o 5 rano z okazji jet lag 🙂
IMG_8932
Krzywiń – rodzinne miasto Budzika 🙂
IMG_8927
okolice Krzywinia

IMG_8926

 

DSCF0690
Trzęsacz
DSCF0692
Trzęsacz
DSCF0901
Spychowo – Połom
IMG_9375
Połom
DSCF1022
Popielno
DSCF1064
Krutynia
IMG_9883
Łańcut

DSCF1210
Zamek Krzyżtopór

IMG_0204
Baranów Sandomierski
 

IMG_0606
Okolice Łobza – Gardno
DSCF0835
Malbork

DSCF0840

 

IMG_9591
Ukochany Sopot
IMG_9847
Sandomierz

Teraz na nowo przyzwyczajamy się do singapurskich upałów, lokalnego życia i czekamy na następną wyprawę do Polski 🙂

Australia Zachodnia

Przeglądając zdjęcia na komputerze,  uświadomiłam sobie, że, nie licząc relacji z podglądania wielorybów, nie opisałam Wam jak było w Australii 🙂

Ponieważ po kilku miesiącach spędzonych w upalnym Singapurze byliśmy bardzo spragnieni jakiejś chłodnej odmiany, oraz nasi lecący z nami goście mieli już za sobą długaśny lot z Polski, zdecydowaliśmy się polecieć do Perth. Lot z Singapuru trwa 4,5 godziny, a październiku zaczynała się w tym regione wiosna, wszystko świetnie się składało 🙂

Perth to bardzo sympatyczne, malowniczo położone nad Oceanem Indyjskim, miasto. Perth jest częto nazywane najbardziej samotną  lub odizolowaną metropolią świata, ponieważ do najbliższego dużego miasta jest stąd ok 3000 km!

DSCF2573

IMG_2729

DSCF2518

DSCF2528

DSCF2523

DSCF2525

IMG_2755

W samym Perth znajduje się wyspa, którą zamieszkują, według nas trochę za przeproszeniem, naćpane kangury. Było to miejsce, które odwiedziliśmy zaraz pierwszego dnia po przylocie 🙂

DSCF2587

IMG_1914

DSCF2595

A ponieważ w dalszym ciągu było nam mało kangurów no i bardzo chcieliśmy zobaczyć koalę, następnym naszym celem był oddalony kawałek od miasta Caversham Wildlife Park.

Tutejsze kangury zdawały się być jeszcze bardziej na haju niż ich miejscy kuzyni 🙂 można je było karmić, głaskać i przytulać, frajda była ogromna!

DSCF2604

DSCF2612

DSCF2626

IMG_2889

IMG_2902

DSCF2617.JPG

Oprócz kangurów było do podziwiania jeszcze wiele innych australijskich stworów:

DSCF2671

DSCF2681

DSCF2700

DSCF2709

Następnym etapem naszej podróży była wyprawa na oddaloną o jakieś 170 km pustynię Pinnacles Desert. Miejsce przypominające jakąś odległą planetę 🙂

DSCF2735

DSCF2750

DSCF2763

DSCF2771

Nawet nie wiecie jaką frajdę można mieć z założenia jeansów, bluzy czy kamizelki 🙂

DSCF2778

DSCF2786

DSCF2794

DSCF2796

IMG_2924

IMG_2930

IMG_2931

Chyba nie ma innej możliwości zwiedzania Australii jak samochodem. Dzięki Krysiulkowi mieliśmy bardzo wygodny i duży pojazd:

DSCF2722

IMG_2766

Następny dzień był również pełen wrażeń. Postanowiliśmy trochę się poruszać i pojeździć na rowerach po malutkiej, urokliwej wyspie Rottnes Island. Na wyspę można dostać się ekspresowym promem w 40 min.

IMG_2957

Na miejscu można wypożyczyć rowery, wybór jest ogromny i każdy znajdzie coś dla siebie.

IMG_3004

IMG_2972

IMG_3020

IMG_2994

IMG_2978

IMG_2973

IMG_2964

IMG_2967

Oprócz niesamowitych widoków dużą atrakcją wyspy są Quokka – przesympatyczne zwierzaki z rodziny kangurowatych. Żyją sobie na wyspie i niczego się nie boją 🙂

IMG_3014

IMG_3013

IMG_3017

Jak już jest się w tej części Australii waro odwiedzić Margaret River. Jest to miejscowość położona ok 400 km od Perth słynąca ze sportów wodnych, winnic i znajdujących się tam pięknych jaskiń. Usytuowany w pobliżu Margaret River Surfers Point to kultowe miejsce dla miłośników mocnych doznań i wysokich fal 🙂

DSCF2999

DSCF2966

DSCF2969

Zaciągnęłam  też Budziki do Jaskini Mamuta, byliśmy ostatnimi w tym dniu turystami i zwiedzaliśmy ją sami – dziwnie było 🙂

DSCF2980

DSCF2989

IMG_3205

Namówiłam Miłowskich na supernudny spływ kajakiem, daliśmy radę, węży nie spotkaliśmy 🙂IMG_3186

IMG_3172IMG_3162

IMG_3176

IMG_3209

Australia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nigdy nie spodziewałam się, że zakocham się w tym odległym kontynencie, widząc zaledwie jego malutką częśc. Co takiego jest, że tak mi się spodobało? Klimat, sympatyczni wyluzowani ludzie, niesamowita przyroda, ocean, przestrzeń ( pewnie gdybym spotkała śmiercionośnego pająka albo węża nie piałabym tak z zachwytu:)

Nasza wyprawa była pewnie też wyjątkowa, dzięki naszym towarzyszom, z którymi super zwiedzało się ten odległy ląd. Wyjątkowo chyba ani razu nie doszło między nami do spięcia. No może raz ( nie, nie chodzi mi wcale o kolczatkę 🙂

IMG_2739

IMG_2763

Mam nadzieję, że będzie mi dane jeszczcze wybrać się w dalsze regiony Australii i będzie tak samo gites jak ostatnim razem.

Buziaki dla Miłowskich 🙂

 

Wiecie skąd się bierze jedwab?

Ja coś tam kiedyś słyszałam o jedwabnikach, ale szczerze nigdy nie sprawdzałam na czym polega cały proces. Będąc w Hoi An mieliśmy okazję zobaczyć jak to się wszystko odbywa.

Jak wiadomo jedwab od wieków był bardzo porządanym i uwielbianym materiałem. Chińczycy od wieków zajmowali się jego wytwarzaniem i bardzo długo strzegli tajemnicy jego produkcji. Chińska legenda głosi, że jedwab powstał przez przypadek, kiedy cesarzowa upuściła kokon motyla do wrzącej herbaty 🙂

Ale od początku.

Najpierw hodowane są larwy motyla, najczęściej jest to  jedwabnik morwowy. Motyl ten jest wyhodowany przez człowieka i nie występuje w środowisku naturalnym. Jest całkowicie bezbronny i uzależniony od człowieka. Taka larwa przez trzy dni je non stop, nie robiąc sobie nawet przerwy na sen.

DSCF8468

Po tych kilku dniach wygląda już tak:

DSCF8472

Po następnych kilku tak:

DSCF8474

Każda z tych gąsienic powiększa swoją masę ciała o 10 000! Odgłos żerujących jedwabników można porównać z deszczem uderzającym o parapet 🙂

Kiedy larwa porządnie urośnie, zje kilogramy liści, staje się półprzeeźroczysta. Zaczyna zachowywać się niespokojnie, co jest sygnałem, że wkrótce zacznie budować swój kokon.

DSCF8473

DSCF8476

Kiedy kokon jest już gotowy biedne larwy uśmiercane są w gorącej wodzie 😦 Po wrzuceniu kokona do wrzątku sploty ciasno zwiniętego włókna rozluźniają się tworząc jedwabne nici.

DSCF8475

DSCF8477

DSCF8478

Żeby powstał krawat potrzebne jest ok 140 kokonów, a na apaszkę ok 100. To właśnie przez żmudny proces wytwarzania tego materiału jego cena jest zawrotna. Czy warto? Sama chyba nie posiadam nic jedwabnego, ale jest to materiał bardzo ceniony w Azji. Podobno ubrania z jedwabiu wchłaniają wilgoć przy czym schną bardzo szybko, co w tutejszym klimacie jest bardzo przydatne. Poza tym jest przyjemny w dotyku, wytrzymały, a nawet zapobiega pewnym schorzeniom skórnym. Jedwab nie jest łatwopalny i chroni ciało przed promieniami UV.

Same zalety, ale jakoś mnie chyba to nie przekonało 🙂

A jak jest z Wami? Nosicie, lubicie jedwabne ciuszki?