Dziękuję…

Analizując ostatnie 3 miesiące mojego życia przychodzi mi do głowy jedno słowo -wdzięczność 🙂 Niektórzy z Was mogą popukać się w głowę i powiedzieć jaka wdzięczność? Za co? Za raka? Za dwie operacje po których średnio dochodzi się do siebie? Za to, że życie najbliższych toczy się wokół moich cycków?  🙂

Może się zdziwicie, ale naprawdę miałam dużo szczęścia. Szczęścia,  ponieważ moja choroba została wykryta bardzo wcześnie i nie musiałam przechodzić chemii i radioterapii. Ponieważ decydując się na drugą operację ocaliłam swoje życie, bo w chorej piersi lekarze znależli guzy, których w badaniach nie było widać. Ponieważ jestem tu gdzie jestem i moje leczenie przebiega napradę bardzo sprawnie, a po ostatnim zabiegu 12 kwietnia będę miała cycki jak superstar 🙂 Mam szczęście, że raczysko trafiło właśnie na mnie a nie na moje dzieci lub męża. Ale prawdziwą szczęściarą jestem, ponieważ mam wokół siebie niesamowitych ludzi. Wspaniałego męża, rodzinę, przyjaciół, znajomych. Bardzo wzruszyłam się dostając od Was dosłownie setki wiadomości, maili i telefonów. Odezwali się do mnie ludzie z którymi prawie nie mam kontaktu, dzieląc się swoimi życiowymi historiami, wspierając i podtrzymując na duchu. Umocniłam się w przekonaniu, że super wybieram sobie przyjaciół, zawsze mogę na nich liczyć. Jest moc!

Ostatnie wydarzenia nauczyły mnie również pokory. Można mieć wszystko i stracić to po jednej wizycie u lekarza. Banalne stwierdzenie, ale jakie prawdziwe kiedy dotyczy ono właśnie ciebie… Utwierdziłam się też w przekonaniu, że wszystko w naszym życiu ma jakiś cel. Ja zrozumiałam jak ważne jest być i cieszyć się każdym dniem.

Dziękuję,  że jesteście…

Agata Pamela Budzińska 🙂

P.S mam nadzieję, że wszystkie, czytające moje wypociny kobiety, zbadały już cycki! 🙂

Haw Par Villa Park

Po dwóch latach pobytu w Singapurze dziś pierwszy raz zdecydowaliśmy się odwiedzić ten dziwny park.

W miejscu tym możemy podziwiać 1000 figur i obrazów przedstawiających bohaterów chińskich podań i legend. Założony w 1935 roku miał przybliżyć młodemu pokoleniu tradycyjne chińskie wartości.

Tak naprawdę to nie wiem co napisać. Trochę tam strasznie i krwawo, trochę kiczowato i trochę ciekawie, popatrzcie sami…

 

Szkolny autobus ;)

Fajny taki autobus, zwłaszcza jak nie ma się samochodu. Zabierze dzieci z domu rano i odstawi po szkole. Można poplotkować z sąsiadkami, a dzieci mają czas na rozmowy i zabawę z rówieśnikami w drodze do szkoły. Całkiem fajna sprawa…

Gorzej jednak kiedy budzisz się rano i słyszysz grzmoty i walący deszcz o szyby. Taki deszcz tropikalny jest trochę inny od tego naszego, polskiego 😉 Taki jakiś bardziej mokry 🙂 I w taki właśnie poranek wyłazisz niechętnie z łóżka ze świadomością, że czeka cię to:

Czyli walka z deszczem i czekanie na spóźniający się autobus. Kiedy jest ulewa w Singapurze, to trochę tak jak w Polsce  pada śnieg 😉 Tutejsi słabi kierowcy nie lubią, albo nie potrafią jeździć w deszczu, miasto paraliżują korki 😉

Więc czekamy, czasem 15 min w deszczu, przepraszam, ulewie,  na spóźniający się autobus.

Nie daj Boże jak sobie człowiek pomyśli: ” aaa wyjdę z domu później, na pewno przez tą ulewę autobus się spóźni”, wtedy na pewno przyjedzie na czas 🙂

Takie klapeczki to super sprawa, bo jak leje, nogi masz mokre do kolan, a kaloszki przy 30 stopniach po prostu odpadają 😉

W Singapurze na dobre rozpoczęła się pora deszczowa, będzie cudownie chłodno i mokro 🙂

Miłego dnia!

 

Czy to miłość? Czy już lekka przesada? 

Singapurczycy bardzo lubią mieć zwierzęta. Specjalnie napisałam lubią je mieć, bo nie wiem czy lubią same zwierzęta… Według moich obserwacji traktują je bardziej jak zabawki niż przyjaciół.

Psy jeżdżące w wózkach nie robią już na mnie takiego wrażenia jak na początku naszej przygody z Singapurem, ponieważ widzi je się na każdym kroku. Wybór wózków dla psów jest większy niż dla lalek.

 

Lazada.sg
Lazada.sg

 

 

Lazada.sg
Lazada.sg

 

 

Lazada.sg
Lazada.sg

Często tutejsze psy wcale nie są wyprowadzane na dwór. Załatwiają się w domu na specjalne podkłady, jak koty albo w pieluchę.

 

 

Petloverscenter.sg
Petloverscenter.sg

 

 

img_1918
Petloverscenter.sg

Sam sposób w jaki można kupić psa jest bardzo kontrowersyjny, po prostu idziesz do sklepu i wybierasz, jak zabawkę. Człowiekowi nieprzyzwyczajonemu do takich widoków kraja się serce, gdy patrzy na maluchy lub dorosłe psy smutnie siedzące za szybą.

 


Wybór ras też zaskakuje. Pełno tu psów lubiących zdecydowanie chłodniejszy klimat- Berneńczyki, Sheltie, Border Collie, a nawet Husky

Niestety o przemieszczaniu się z czworonogiem komunikacją miejską można zapomnieć, zabroniony jest przewóz zwierząt metrem czy autobusami. Taxi też nie wszystkie przychylnie patrzą na klienta z psem.

Z drugiej strony istnieją tu Spa dla psów i kotów, salony piękności, a nawet baseny 🙂

 

img_1916
activeage.co

W sklepach oprócz najprzeróżniejszych zabawek można kupić babeczki secjalnie pieczone dla psów:

img_1917

albo okulary przeciwsłoneczne 🙂

img_1908

 

Koty też nie mają w Singapurze zbyt fajnie. Owszem są popularne, ale większość swojego życia spędzają tak:


Na pewno nie jest tak, że każdy tutejszy pies ma przechlapane i większość życia jeździ w wózku, ma ubranko i sika jak kot, a każdy sierściuch zamiast skakać po kanapie siedzi w klatce. Na spacerach spotykamy dużo, na pierwszy rzut oka normalnie wyglądających, właścicieli ze swoimi podopiecznymi. Poza tym nasuwa mi sie pytanie, czy lepiej w wózku jak zabawka, czy na łańcuchu albo przywiązany do drzewa jak niepotrzebny śmieć. Jedno jest pewne, zwierzęta łatwego życia nie mają…

Woda w Singapurze

Zastanawialiście się czasem skąd Singapur bierze wodę? Jak wiadomo Miasto Lwa, to państwo – miasto, znajdujące się na wyspie o powierzchni zbliżonej do Warszawy, którą zamieszkuje blisko 5,5 ml ludzi. Dzienne zużycie wody w Singapurze wynosi 430 milionów galonów czyli 780 basenów olimpijskich 🙂 Na jednego mieszkańca wychodzi średnio 153 litry wody dziennie.

Singapur pozyskuje wodę na 4 sposoby.

  1. Z opadów – Znajduje się tutaj 17 rezerwatów ze zbiornikami wodnymi. Do zbiorników tych, woda pochodząca z deszczu, doprowadzana jest przez kanały, któte rozsiane są po caym mieście i ich długość łącznie wynosi ok 8000 km. Kanałów są dwa rodzaje, jedne dostarczają wodę z deszczu do rezerwatów, a drugie, położone głębiej pod ziemią, dostarczają ścieki do oczyszczalni.IMG_7111.JPG
  2. Z importu z Malezji. Sam zakup wody nie jest niczym niezwykłym, najciekawsze jest, że kupioną wodę z Malezji oczyszcza się i odsprzedaje tej samej,  po dużo wyższej cenie 🙂 Wodza importowana z Malezji stanowi 60% zapotrzebowania.
  3. Z odsolonej wody – 10% zapotrzebowania.
  4. Ze ścieków. Singapur wyspecjalizował się w pozyskiwaniu wody pitnej przez oczyszczanie tej już zużytej. Technologia w tej dziedzinie jest tak dalece rozwinięta, że singapurczycy bez problemu piją wodę z kranu, której smak jest jak najbardziej ok.  W 2060 woda z tzw odzysku ma stanowić aż 50% zapotrzebowania miasta, obecnie jest to 30%. Singapurczycy bardzo pracują nad tym, aby całkowicie uniezależnić się od Malezji, która z każdym nowym kontraktem podnosi ceny sprzedawanej wody.

Tu jeszcze kilka ciekawych faktów dotyczących wody ogółem:

 

 

Zastanawiacie się pewnie, skąd taki temat i skąd Budzinska taka mądra 🙂 A no miałam przyjemność wybrać się z synem na szkolną wycieczkę do New Water, jednego z miejsc, gdzie zajmują się właśnie pozyskiwaniem wody pitnej ze ścieków. Wycieczka okazała się bardzo ciekawa, nie tylko dla mnie, ale również dla bandy głośnych dziesięciolatków, którzy słuchali wszystkiego z wyjątowym zainteresowaniem 🙂

 

Owoce egzotyczne – cz. 1

Mieszkając w Singapurze uczymy się nie tylko nowej kultury, ale również, a może nawet przede wszystkim, nowych smaków. Opowiem Wam dzisiaj trochę o tutejszych wyjątkowych owocach, które są tak inne od naszych europejskich.

Lokalne bazary zachwycają wyborem oraz  różnorodnością owoców. Niektóre wyglądają, albo pachną tak, że trochę strach spróbować 🙂

IMG_4111

 

IMG_6979

Po rocznym pobycie w Singapurze mam już swoją listę faworytów, bez których pewnie będzie mi ciężko jak wylądujemy w innym klimacie 🙂

Ale zacznijmy od azjatyckiego nr 1, który do moich faworytów na pewno nie należy 🙂

Durian

IMG_2013

IMG_2010

Owoc nazywany w Azji „królem owoców”, dlaczego? Chyba mało który nie-azjata potrafi odpowiedzieć na to pytanie 🙂 Durian to śmierdziel jakich mało. Zwiedzając Chinatown z daleka czuć tą onieśmielającą woń, której później trudno się pozbyć z pamięci. Oczywiście jak Wam już wcześniej opisywałam, spróbowaliśmy duriana w towarzystwie Joli i Łukasza ( głupio nam było, że oni się odważyli, a my co?). Smak słodkiego czosnku pomieszanego z cebulą prześladował nas do końca dnia bleee. Przez lokalną ludność durian jest uwielbiany i można go tutaj spotkać w każdej postaci – nawet lodów fuj fuj fuj.

W Singapurze jak i winnych miastach Azji, jak już wcześniej też  wspominałam, nie można przewozić duriana środkami komunikacji miejskiej. Kto go poznał osobiście, ten zrozumie 🙂

Mango 

DSCF9363

Jakoś nigdy wcześniej nie interesował mnie ten owoc. W Polsce bardziej popularna jest odmiana o zielonym kolorze. Istnieje ponad 1000 odmian tego owocu. W Singapurze najbardziej popularne jest żółte mango, najczęściej pochodzące z Indii lub Filipin. Często, co bardzo mnie zdziwiło, spożywane jest z odrobiną soli lub sosu sojowego oraz szczyptą chilli – bardzo ciekawy smak. W Singapurze oprócz surowego mango można kupić wyśmienite suszone (uzależniłam się od niego i później musiałam walczyć kilogramami :), dżemy z mango, herbaty lub chleb. Pyszne jest sushi z krewetką w tempurze i mango, mogłabym tak wymieniać bez końca.

Rambutan

DSCF9342

DSCF9345

Jagodzian rambutan – w języku malezyjskim rambutan oznacza owłosiony. Ten śmieszny owoc smakiem odrobinę przypomnina znane w Polsce i pochodzące z tej samej rodziny liczi. Rambutan jest bogaty w wit. C oraz B12,  a jego skóra leczy czerwonkę. Najczęściej spożywany jest na surowo.

Marakuja 

DSCF9378

DSCF9380

Inaczej passiflora, występuje w ponad 300 gatunkach. Najbardziej popularna jest marakuja o brązowo-fioletowym kolorze, okrągła z błyszczącą woskowatą skórką. Owoce marakui bardzo przypominają żabi skrzek, ale nie ma co się zniechęcać, bo smak jest wyjątkowy 🙂 Ja ostatnio odkryłam złotą marakuję miodową widoczną na moim zdjęciu. Jest ona mniej kwaśna i ma niesamowity miodowy smak. Owoc ten bogaty jest w witaminy, oksydanty oraz magnez. Owoce marakui mają działanie uspakajające oraz nasenne.

Longan 

DSCF9357

Longan to kolejny kuzyn liczi nazywany w Azji „smoczym okiem”.  Bardzo soczysty i słodki. Również bogaty w wit. C, podobno poprawia wzrok i spowalnia procesy starzenia 🙂

Jackfruit

IMG_6976

DSCF9375

Owoc ten jest największym owocem na świecie rosnącym na drzewie.  Potrafi osiągać wagę  nawet 30 kg. Na bazarze kupujemy już podzielone owoce (cząstki), bo ciężko byłoby przytachać do domu 20 kg maleństwo 🙂 poza tym aby go otworzyć trzeba się trochę pomęczyć :). W smaku jackfruit, po polskiemu zwany śmiesznie dżakfrut, ma kwaskowaty smak w sumie to trudny do opisania 🙂 jak dłużej postoi w lodówce, to nawet zapach ten może trochę wkurzać. Oczywiście bardzo zdrowy, ale uwaga, również kaloryczny.  Niedojrzałe owoce jackfruita po ugotowaniu smakiem przypominają mięso, dlatego w Iniach uznawany jest za pożywienie ludzi biednych.

Graviola – Flaszowiec miękkociernisty

DSCF9334

DSCF9337

Na koniec ostatnie moje odkrycie – owoc nazywany tutaj soursop stał się moim ulubionym 🙂 Niestety chyba tylko dla mnie, bo co kogoś nim poczęstuje, to się krzywi 🙂 Mocno kwaśny smak, również trudny do opisania, trochę jak truskawka z ananasem. Moim gościom chyba bardziej niż smak przeszkadzała jego konsystencja, bo taka glutowata trochę 🙂 no i może wygląd, bo też średnio zachęcający. Cena też trochę odstrasza, bo okaz na zdjęciu kosztował ok 20 SGD ( mąż mnie zabije :). Owoc ten stał się ostatnio bardzo sławny, ponieważ podobno leczy on raka. W odróżnieniu od chemioterapii zabija tylko komórki rakowe i nie sieje spustoszenia w organiźmie. Niestety informacje te nie zostały jeszcze chyba nigdzie potwierdzone żadnymi udowodnionymi badaniami czy publikacjami. Nasza Jeraldine, która pochodzi z Filipin, twierdzi, że owoc ten używany jest w tym celu w jej kraju od dawien dawna. Filipińczycy wierzą, że nie tylko owoc, ale liście oraz kora drzewa ma działanie zwalczające raka.

Na dzisiaj chyba wystarczy 🙂 w następnej części postaram się przedstwaić Wam jeszcze kilka wartych uwagi owoców takich jak mangostan czy salak.

Pozdrawiam

Czy życie w mieście może być fajne?

Może 🙂

Ja dziewczyna wychowana w stajni i w lesie myślałam kiedyś, że nie uda mi się nigdy przyzwyczaić do życia w zgiełku i hałasie. Mimo że kocham Warszawę, w której spędziliśmy dobrych kilkanaście lat, to jak tylko była okazja wyciągałam rodzinę do lasu, na grzyby, na spacer nad Wisłę lub uciekaliśmy do teściów.

To czego brakuje mi w Singapurze, to jak już wiele razy wspominałam, las, łąka, zapach trawy po deszczu 🙂 Tutaj tylko dżungla i jaszczury pod nogami 🙂 Ale wiecie co?  Uwielbiam Singapur!  To miasto – dżungla jest wyjątkowe 🙂 Czysto, bezpiecznie i mega zielono.  Niesamowita kuchnia sprawiła, że musiałam stoczyć walkę z nadprogramowymi kilogramami 🙂 Może za dwa lata zmienię zdanie, ale na razie  nie można się tu nudzić. Miasto dba o mieszkańców co chwilę organizując wystawy i imprezy.

Właśnie trwa i Light Marina Bay – popatrzcie sami, czy nie jest cudnie?

DSCF7960

DSCF7937

DSCF7921

DSCF7911

DSCF7913

DSCF7870

DSCF7826

DSCF7821

DSCF7879

DSCF7888

A jak jest z Wami? Bardziej wieś czy miasto? 🙂