Czas na zwiedzanie – Chinatown.

Wygląda na to, że uporałyśmy się już całkowicie z kartonami. Łatwo nie było, ale teraz wreszcie czujemy się jak w domu 🙂

Teraz możemy zacząć zwiedzać to niesamowite Miasto Lwa.

Dziś nasz wybór padł na Chinatown. Ruszyłyśmy dzielnie zadowolone autobusem, lecz niestety okazało się, że pojechałyśmy w złą stronę 🙂 no niestety nie jest łatwo przesiąść się z auta do komunikacji miejskiej 🙂

Na szczęście udało się i po 30 min jeździe dotarłyśmy do celu. Chinatown to bardziej bazar z chińskimi straganami oraz restauracje nastawione na turystów, ale trzeba przyznać – bardzo przyjemny bazar 🙂

DSCF0029DSCF0030

Ania była zachwycona świątyniami. Pierwsza w której byliśmy to Świątynia  Mariamman – najstarsza świątynia hinduska w Chinatown. Miejsce to poświęcone jest Mariamman – bogini matce, która ma chronić ludzi przed chorobami i nieszczęściem.

DSCF0032DSCF0045

DSCF0039

DSCF0041

Drugą świątynią na naszej drodze była niebywale okazała Buddha Tooth Relic Temple – gdzie znajduje się prawdziwy skarb – ząb Buddy.

DSCF0073

DSCF0077

DSCF0086

DSCF0082DSCF0081

DSCF0085

Ponieważ zwiedzanie w takim upale bywa naprawdę męczące przyszedł czas na konkretne śniadanko 🙂

DSCF0064DSCF0062

Jestem w Singapurze już 4 tydzień i w dalszym ciągu zachwyca mnie połączenie – zderzenie mega nowoczesności, wieżowców, metra z azjatycką kulturą, roślinnością i klimatem. Niesamowite doznania 🙂

Universal Studios

Spełniliśmy dziś marzenie Aleksa i wybraliśmy się do parku rozrywki. Zabawa była przednia, chociaż ja, stara panikara, zdobyłam się jedynie na to, aby wejść z Anią na 2 karuzele 😉 chłopacy za to poszaleli na rollercoasterach, za co ich szczerze podziwiam 🙂


My z Anką spędziłyśmy ten czas dużo spokojniej na spotkaniu z Minionkami, bohaterami Ulicy Sezamkowej oraz taplaniu się w fontannie 😉


  

Na koniec dopadła nas mega ulewa, pierwszy raz doświadczyliśmy takiego deszczu na własnej skórze 😉


Ogólnie to był bardzo fajny dzień, chociaż dużo więcej frajdy miał Aleks. Kupiliśmy półroczny bilet, więc będzie jeszcze duźo czasu żeby wszystko dokładnie przetesrować 🙂

Gorąco!

Bardzo gorąco. Ciekawe kiedy się przyzwyczaimy, jeśli wogóle 😉

Wszyscy pukali się w głowę, gdy kupiłam kolejny wózek dla Anki ( nie napiszę który, bo i tak nie zrozumiecie 😉 ). Na szczęście dzięki mojej miłości do wózków jesteśmy uratowani 😉 Moja niewózkowa już córka znowu siedzi w pojeździe bardzo chętnie, dużo lepsze to niż maszerowanie w upale 🙂

Zakupiłyśmy fajny bajer, każny wózek jest uzbrojony takie cudo:




Dlaczego marsz i wózek? Ano dlatego, że posiadanie auta w Singapurze jest luksusem. Rejestracja pojazdu kosztuje dwukrotność jego wartości, do tego podatek, opłaty za przejazdy, parkingi i ubezpieczenie i robi się masakra. W sumie ograniczenia są zrozumiałe, bo gdyby połowa z mieszkających tu ponad  5 ml ludzi miałaby samochód, to wyobraźcie sobie co by się działo…

Do braku auta też cięzko będzie się przyzwyczaić. Na nowo uczymy się jeździć taxi, metrem i autobusami, jest śmiesznie 😉

Pierwsza wizyta u Hilka zaliczona

Byłam  bardzo dzielna i nie buczałam 🙂

Dawno nie widziałam takiej radości u psa, u człowieka chyba też nie.

  
Hilek jakoś daje radę, wyjścia raczej nie ma. Siedzi w małym, czystym, klimatyzowanym pomieszczeniu z malutkim wybiegiem. 

   
 Podobno jest też wyprowadzany na spacer. My mogliśmy go zabrać na 15 min na wybieg na zewnątrz. Pobiegał trochę za zabawką, załatwił się, obwąchał co trzeba. Oczywiście z jęzorem do ziemi, ale chyba jakoś strasznie mu to nie przeszkadzało. 

   
   
Ciężko było wyjść bez niego, ale teraz chyba już wie, że jesteśmy i nie porzuciliśmy go na zawsze. Następna wizyta w środę.

Damy radę! 

No to chyba dałam radę 

Choć nie było łatwo wylądowalismy cało, po 16 godzinnej podróży, w naszym nowym domu 🙂

Łatwo nie było tylko ze względu na moją nieposkromioną i odważną córkę, która dała mi popalić. Nie straszne jej lotniska, samoloty, nowe sytuacje czy ludzie, bawiła się świetnie dokuczając bratu i niesłuchając mamy 😉 

   
    
 
Najpierw był lot do Amsterdamu, później już bezpośrednio do Singapuru. W tym drugim samolocie całkiem porządnie nami wytrzęsło, na szczęście okazało się, że działa to na moją złośnicę usypiająco. Padła o 22 i spała do 5:30. 

Fajne uczucie mieć wreszcie męża u boku, po ostatnich doświadczeniach jeszcze bardziej podziwiam samotne mamy! 

  
Teraz czas na relaks i odpoczynek, a jutro zaczynamy podbój Singapuru 😉

   
   
Przy okazji wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy bardzo wspierali nas, dodawali otuchy, pomagali lub po prostu byli z nami w tym zwariowanym czasie. Będzie mi Was wszystkich bardzo brakowało! Czekamy na odwiedziny 😉