Kciuki bardzo potrzebne!

Uff… no i nadeszła ta chwila, kiedy muszę zapakować mojego psa do samolotu 😦

Nikomu nie życzę stresu, jaki się z tym wiąże.

Wspólnie podjeliśmy decyzję, że zabieramy Hilka ze sobą, bo nie wyobrażamy sobie rozstania na 3 lata, ale jak sobie wyobrażę co biedak musi przejść, to mi słabo…

No i gdyby jeszcze to był sam lot, to jakoś byśmy przeboleli, niestety jest jeszcze 30 dni kwarantanny 😦

No ale jak się powiedziało A… muszę zacisnąć zęby i dać radę. Sierściuch leci Lufrhansa, a ja wierzę w niemiecką jakość 😉 Poza tym wszystkim zajmuje się, profesjonalna firma, więc mam nadzieję, że wszystko się uda.

Pies jutro startuje ok 14 do Frankfurtu, tam spędzi trochę czasu czekając na nocny samolot do Singapuru. Podobno „poczekalnia dla zwierząt” we Frankfurcie, jest jedyną taką na świecie, mam nadzieję, że zajmą się tam moim Hilutkiem.

Po przylocie zostanie przewieziony do miejsca, gdzie spędzi swoją 30 dniową kwarantannę i tam odwiedzi go Arkadiusz w piątek lub w sobotę.

Bardzo Was wsztskich proszę o kciukasy, bo dawno nie miałam takiego stracha 😦

Travel Label, HILTON

Czasami trzeba poszaleć :)

Wydaje mi się, że każda kobieta chciałaby czasem przenieść się w czasie, ubrać piękną suknię lub po prostu poudawać kogoś innego. Ja miałam tę okazję dzięki pomocy pewnej niesamowitej i charyzmatycznej osoby  jaką jest Karolina Juszczyk autorka projektu Eternity Woman.

Przy okazji dowiedziałam się, jak ciężka jest praca modelki 🙂

Nasza sesja nosiła tytuł Sesja Wiktoriańska. Karolina zorganizowała niesamowite stroje, sama zadbała o make up i fryzurę. Po naradzie zdecydowałyśmy się na piękny Cmentarz Powązkowski. Powiem szczerze, że nie było to proste, bo ciężko jest pozować wśród grobów, a tym bardziej wśród spacerujących po cmentarzu ludzi. Jeszcze trudniej jednak było mi zachować powagę, która była przy takich ujęciach wskazana 🙂

Zobaczcie sami:

Po cmentarzu przyszła kolej na krzaczory 🙂 Tam, już bez świadków ( nie licząc dwóch panów udających się z piwkiem w jakieś zaciszne miejsce ) poczułam się o wiele swobodniej, co pewnie widać na zdjęciach.

 

 

 

Ogólnie było to bardzo przyjemne i niezapomniane doświadczenie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję uczestniczyć w jakimś ciekawym projekcie Karoliny.

Gdyby któraś z Was miała by ochotę na taką sesję, lub chciałaby zrobić komuś wyjątkowy prezent, to podaję stronę wyjątkowej pani fotograf.

https://www.facebook.com/eternitywoman/?fref=ts

lub

http://memoryart.pl

P.S Karolina jeszcze nie wie nic na temat mojego wpisu, nie jest to komercyjna reklama, tylko płynąca z serca chęć polecenia usług fotografa, który ma „to coś” 🙂

Szpital na walizkach :(

No przecież nie może być kolorowo 😉 głupia myślałam, że jak ogarnę pakowanie i załatwiane różnych spraw przed wyjazdem, to będzie już tylko czas na przyjemnosci i oczekiwanie na wyjazd.

A tu taki psikus, gile i kaszel pozmieniały moje plany. Jesteśmy uwięzieni w czterech, na dodatek, pustych ścianach 😉


Ale żeby nie było, że marudzę, lub jak to niektórzy twierdzą „bzyczę” 😉

Nareszcie mamy czas na wspólną zabawę, gry i rozmowy, chociaż to ostatnie jest wyjątkowo męczące, bo moje dzieci jak już zaczną, to przestają mówić jak idą spać 😉 a czasani nawet i wtedy nie są cicho…



Ten kto wymyślił Kinetic Sand powinien dostać medal 😉

Bardzo proszę o trzymanie kciuków żeby moje dzieci ogarneły się z glutami do wyjazdu, bo inaczej nie wpuszczą nas do samolotu, a to już naprawdę byłoby dla mnie za wiele 😉

Miłego piątku.

Przeprowadzki są do bani!

… zwłaszcza na koniec świata i bez męża, który sprytnie wyjechał dużo wcześniej 🙂

i co z tego, że przychodzi ekipa i pakuje wszystko do kartonów, wynosi itd. i tak wszystko trzeba ogarnąć samemu. Co zostaje, co jedzie, co się przyda, a co lepiej podarować komuś innemu.

215 kartonów – MASAKRA

Macie jakąś zasadę na pozbywanie się nienoszonych ubrań?  Ja skorzystałam z rady przyjaciółki sąsiadki i oddałam o wszystko co było nienoszone dłużej niż sezon lub dwa. No może prawie wszystko 😉

Rzeczy już popłyneły, podobno mają dotrzeć na miejsce 12 kwietnia. Łaskawie zostawili nam telewizor i deskę do prasowania. Mieszkamy jak na biwaku siedząc przed telewizorem na Krysiulkowym materacu ( jeszcze raz dzięki za ten wynalazek :), używamy sztućców i szklanek wszystkich od ” innej matki” i często zapominamy, że już czegoś nie mamy 😉 No ale wizja nadchodzącego wyjazdu i dbający o nas przyjaciele i znajomi, dodają nam siły  🙂

A i jeszcze jedno? Wiecie, że mój mąż ma wyjątkowy dar? Wyczuwa kartony na odległość, zwłaszcza te swoje 😉 okazało się, że 16 kwietnia, akurat kiedy dotrą meble i będziemy gotowi do wprowadzenia się, on wylatuje do Szwajcarii na cały tydzień!!! znowu zostanę sama z tymi 215 kartonami 🙂 taki mój los chyba…

 

Pierwsze wrażenie – rewelacja :)

Naszą pierwszą wizytę w Sg mamy już za sobą. Mieszkanie i szkoła wybrane, miasto wstępnie zapoznane.

Natychmiast po przylocie wyruszyliśmy na zwiedzanie okolicy.

Doznania niesamowite 😉 Najbardziej chyba zadziwił mnie zapach, zawsze mi się wydawało, że w Azji śmierdzi przyprawami i czymś tam. Okazało się, że pachnie kwiatami i morską wodą, bardzo przyjemnie 😉 
Widok z hotelu



Oczywiście specjalnie na nasz przyjazd były też fajerwerki 😉



To były baaardzo intensywne 4 dni, ale plażę musiałam zobaczyć. Może najpiękniejsza to ona nie jest, bo sztuczna i z widokiem na czekające w porcie statki, no ale zawsze trochę piachu i wody jest 😉

Już niedługo lecimy tam wszyscy, przed nami jeszcze reszta pakowania i najbardziej stresująca z całego zamieszania – wysyłka psa.

Ale damy radę 🙂