Szkolny autobus ;)

Fajny taki autobus, zwłaszcza jak nie ma się samochodu. Zabierze dzieci z domu rano i odstawi po szkole. Można poplotkować z sąsiadkami, a dzieci mają czas na rozmowy i zabawę z rówieśnikami w drodze do szkoły. Całkiem fajna sprawa…

Gorzej jednak kiedy budzisz się rano i słyszysz grzmoty i walący deszcz o szyby. Taki deszcz tropikalny jest trochę inny od tego naszego, polskiego 😉 Taki jakiś bardziej mokry 🙂 I w taki właśnie poranek wyłazisz niechętnie z łóżka ze świadomością, że czeka cię to:

Czyli walka z deszczem i czekanie na spóźniający się autobus. Kiedy jest ulewa w Singapurze, to trochę tak jak w Polsce  pada śnieg 😉 Tutejsi słabi kierowcy nie lubią, albo nie potrafią jeździć w deszczu, miasto paraliżują korki 😉

Więc czekamy, czasem 15 min w deszczu, przepraszam, ulewie,  na spóźniający się autobus.

Nie daj Boże jak sobie człowiek pomyśli: ” aaa wyjdę z domu później, na pewno przez tą ulewę autobus się spóźni”, wtedy na pewno przyjedzie na czas 🙂

Takie klapeczki to super sprawa, bo jak leje, nogi masz mokre do kolan, a kaloszki przy 30 stopniach po prostu odpadają 😉

W Singapurze na dobre rozpoczęła się pora deszczowa, będzie cudownie chłodno i mokro 🙂

Miłego dnia!

 

Czy to miłość? Czy już lekka przesada? 

Singapurczycy bardzo lubią mieć zwierzęta. Specjalnie napisałam lubią je mieć, bo nie wiem czy lubią same zwierzęta… Według moich obserwacji traktują je bardziej jak zabawki niż przyjaciół.

Psy jeżdżące w wózkach nie robią już na mnie takiego wrażenia jak na początku naszej przygody z Singapurem, ponieważ widzi je się na każdym kroku. Wybór wózków dla psów jest większy niż dla lalek.

 

Lazada.sg
Lazada.sg

 

 

Lazada.sg
Lazada.sg

 

 

Lazada.sg
Lazada.sg

Często tutejsze psy wcale nie są wyprowadzane na dwór. Załatwiają się w domu na specjalne podkłady, jak koty albo w pieluchę.

 

 

Petloverscenter.sg
Petloverscenter.sg

 

 

img_1918
Petloverscenter.sg

Sam sposób w jaki można kupić psa jest bardzo kontrowersyjny, po prostu idziesz do sklepu i wybierasz, jak zabawkę. Człowiekowi nieprzyzwyczajonemu do takich widoków kraja się serce, gdy patrzy na maluchy lub dorosłe psy smutnie siedzące za szybą.

 


Wybór ras też zaskakuje. Pełno tu psów lubiących zdecydowanie chłodniejszy klimat- Berneńczyki, Sheltie, Border Collie, a nawet Husky

Niestety o przemieszczaniu się z czworonogiem komunikacją miejską można zapomnieć, zabroniony jest przewóz zwierząt metrem czy autobusami. Taxi też nie wszystkie przychylnie patrzą na klienta z psem.

Z drugiej strony istnieją tu Spa dla psów i kotów, salony piękności, a nawet baseny 🙂

 

img_1916
activeage.co

W sklepach oprócz najprzeróżniejszych zabawek można kupić babeczki secjalnie pieczone dla psów:

img_1917

albo okulary przeciwsłoneczne 🙂

img_1908

 

Koty też nie mają w Singapurze zbyt fajnie. Owszem są popularne, ale większość swojego życia spędzają tak:


Na pewno nie jest tak, że każdy tutejszy pies ma przechlapane i większość życia jeździ w wózku, ma ubranko i sika jak kot, a każdy sierściuch zamiast skakać po kanapie siedzi w klatce. Na spacerach spotykamy dużo, na pierwszy rzut oka normalnie wyglądających, właścicieli ze swoimi podopiecznymi. Poza tym nasuwa mi sie pytanie, czy lepiej w wózku jak zabawka, czy na łańcuchu albo przywiązany do drzewa jak niepotrzebny śmieć. Jedno jest pewne, zwierzęta łatwego życia nie mają…

Bintan – rajska plaża znaleziona :)

Tylko 40 minut podróży promem dzieli Singapur od tej urokliwej indonezyjskiej wyspy. Bintan stała się w ostatnich latach jednym z ulubionych miejsc Singapurczyków na weekendowy wypad. Niestety na tej rajskiej wyspie ceny też są bardzo singapurskie, ale chyba dla takich widoków warto czasem zaszaleć:

DSCF1825

DSCF1839

DSCF1854

DSCF1874

DSCF1936

 

DSCF1952
Plaża wyglądała tak w trakcie całego naszego pobytu, ludzi brak 🙂

 

 

Dzięki sympatycznej koleżance z Polski – Monice, wybraliśmy cudnie położony hotel Angsana, 10 min jazdy samochodem od portu. Hotel jest 5*, ale na moje oko powinien mieć ledwo 4*. Na całe szczęście przepiękna plaża, cisza, spokój, przemiła obsługa i pyszne jedzenie wynagradzają jego braki 🙂

 

DSCF1813
Widok z pokojowego tarasu

 

DSCF1906

DSCF1908

DSCF1930

Hotel oferuje spory wybór aktywności, np golf, sporty wodne, klubik dla dzieci, spa i wiele innych. Moi chłopcy skusili się na szaleństwo na jet ski i przejażdżkę na babana boat, a ja tradycyjnie na 2 godzinki w spa 🙂

DSCF1944

DSCF1972

DSCF1983

Myślę, że mieszkając, lub będąc dłużej w Singapurze, warto jest odwiedzić tą rajską wyspę. Dwa – trzy dni na pewno wystarczą aby odpocząć i naładować baterie.

Pozdrawiam

 

Bangkok – miasto kontrastów

Ostatnia moja wyprawa była bardzo spontaniczna 🙂 Postanowiłam pokazać mojemu bratu, jak wygląda ta „prawdziwa” Azja 🙂 Myślę, że był pod wrażeniem 🙂

Bangkok – nazwa miasta trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłuższa nazwa geograficzna na świecie:  กรุงเทพมหานคร อมรรัตนโกสินทร์ มหินทรายุธยามหาดิลก ภพนพรัตน์ ราชธานีบุรีรมย์ อุดมราชนิเวศน์ มหาสถาน อมรพิมาน อวตารสถิต สักกะทัตติยะ วิษณุกรรมประสิทธิ์

co oznacza: Miasto aniołów, wielkie miasto, rezydencja świętego klejnotu Indry, niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana. Tajowie w skrócie nazywają je Krung Thep czyli Miasto Aniołów

Bangkok to ogromne miasto gdzie piękne, imponujące i tonące w złocie  zabytki i świątynie mieszają się z nowoczesnymi biurowcami, komunikacyjnym chaosem, smrodem na ulicach i brudem.

 

DSCF1496
Wielki Pałac widziany od strony rzeki 

 

DSCF1511

IMG_1202

 

DSCF1529
Nie wiem jak oni sobie radzą w czasie awarii któregoś z tych kabli 🙂

 

 

Byliśmy w Bangkoku 3 dni i dla nas był to czas optymalny na zobaczenie wszystkich najważniejszych miesc w tym mieście. Na naszej liście znalazły się:

Grand Palace oraz Wat Phra Kaeo – Pałac Królów i Świątynia Szmaragdowego Buddy

Wielki Pałac zajmuje obszar 218 tys. m² i jest otoczony przez biały mur, którego długość wynosi ok 1,900 m. Kiedyś służył jako rezydencja króla.

Zwiędzając Grand Palace trzeba pamiętać, że nie można do niego wejść w szortach i koszulce na ramiączkach, nawet panowie powinni być odziani w długie spodnie. Nie jest to wcale miłym doświadczeniem przy temperaturze 34 C i dzikim tłumie pchającym się stale na ciebie turystów 🙂 Wejście do pałacu jest drogie jak na tamtejsze warunki, bo kosztuje ok 50 zł, ale chyba mimo wszystko warto zobaczyć to imponujące miejsce.

DSCF1629

 

DSCF1635
Ludzie, wszędzie ludzie

 

DSCF1640

DSCF1647

DSCF1649

DSCF1654

DSCF1665

DSCF1666

DSCF1669

Wat Pho – Świątynia Odpoczywającego Buddy

Świątynia ta mieści się zaraz obok Wielkiego Pałacu i na pewno trzeba ją zobaczyć. Ogromny posąg mierzący 15 m wysokości i 46 m długości robi niesamowite wrażenie. Niestety sama świątynia z licznymi kolumnami,  w której posąg się znajduje, ogranicza trochę jego podziwianie i zrobienie odpowiedniego zdjęcia.

 

DSCF1554
Pozłacany posąg Odpoczywającego Buddy

 

DSCF1555

DSCF1560

Sam kompleks wokół świątyni jest również bardzo interesujący. Warto odpocząć tam chwilę spacerując pomiędzy posągami i wyjątkowymi budowlami.

DSCF1563

DSCF1582

DSCF1575

DSCF1578

DSCF1599

DSCF1606

DSCF1601

 

Aby dostać się do kolejnego celu zwiedzania musieliśmy przedostać się na drugą stronę rzeki Menam. W tym celu skorzystaliśmy z wodnej taxi, co było bardzo ciekawym doświadczeniem 🙂 Podróż taka kosztuje ok 2 zł. Wybierając ten rodzaj transportu trzeba się nastawić na tłum pasażerów, bujanie i ogłuszający hałas wywołany przez gwizdki i krzyki obsługi tych cudnych pojazdów.

DSCF1675

DSCF1676

DSCF1739

 

Wat Arun – Świątynia Świtu

Świątynia, wykonana z porcelany pochodzącej z Chin, jest jednym z najstarszych zabytków Bangkoku.

DSCF1491

DSCF1698

DSCF1694

DSCF1682

DSCF1686

DSCF1722

DSCF1730

Ku obrzydzeniu mojego brata postanowiłam przymierzyć tradycyjny tajski strój 🙂

DSCF1714

Prawda, że ładnie? 🙂

Khaosan Road

Jak to stwierdziła moja mama, będąc w Bangkoku trzeba koniecznie odwiedzić najbardziej znaną ulicę Khaosan Road.  Jest to strasznie głośne i pełne tłumów miejsce, gdzie można wypić drinka z plastikowego wiaderka, spróbować jak smakuje skorpion  lub wyrobić sobie polskie prawo jazdy 🙂

DSCF1756

DSCF1742

DSCF1752

Będąc w Bangkoku koniecznie trzeba przejechać się tuk-tukiem. Powinno się być przy tym bardzo ostrożnym, ponieważ kierowcy tych wyjątkowych pojazdów są strasznymi naciągaczmi. Często oszukują turystów mówiąc, że dana atrakcja nie jest w tym momencie czynna, tylko po to aby zabrać naiwniaka na przejażdżkę po sklepach z garniturami i drogich restauracjach. Poza tym są dużo droższe od taksówek, a jazda tym czymś pozostaje na długo w pamięci jak i w płucach 🙂

DSCF1464

DSCF1457

DSCF1448

DSCF1452

Bangkok nazywany jest często najbardziej kolorowym miastem świata. Może miałam zbyt mało czasu aby się o tym przekonać, albo po 16 miesiącach pobytu w Singapurze, moje postrzeganie świata nieco się zmieniło 🙂 Bangkok na pewno warto odwiedzić przy okazji wyprawy do Azji, ale mieszkać tutaj raczej bym nie chciała. Jak dla mnie za głośno, za mało zieleni i zapach na ulicach nie ten 🙂

6 tygodni w Polsce za nami :)

Jakoś nie mogłam się przez dłuższy czas zebrać do tego wpisu, musiałam ochłonąć 🙂 To były chyba najbardziej intensywne wakacje w moim życiu 🙂 Zrobiłam samochodem ok 5 tyś. kilometrów, zorganizowałam Komunię dla Aleksa, pokazałam naszej niani pół Polski i poszalałam z rodzinną sesją 🙂  Staraliśmy się nadrobić 15 miesięcy nieobecności jedząc polskie potrawy, oddychając świeżym powietrzem i spędzając czas z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi.  Mieszkając tak daleko od domu człowiek docenia malutkie rzeczy, które wcześniej nie miały dla niego większego znaczenia, bo po prostu były 🙂 Ania przez pierwsze dni nie mogła się nadziwić, że wszyscy mówią po polsku, a Aleks próbował najeść się polskich potraw na zapas 🙂 Mieszkając na końcu świata człowiek widzi, jaka piękna i wyjątkowa  jest Polska, popatrzcie sami:

 

IMG_8841
Zwiedzanie o 5 rano z okazji jet lag 🙂
IMG_8932
Krzywiń – rodzinne miasto Budzika 🙂
IMG_8927
okolice Krzywinia

IMG_8926

 

DSCF0690
Trzęsacz
DSCF0692
Trzęsacz
DSCF0901
Spychowo – Połom
IMG_9375
Połom
DSCF1022
Popielno
DSCF1064
Krutynia
IMG_9883
Łańcut

DSCF1210
Zamek Krzyżtopór

IMG_0204
Baranów Sandomierski
 

IMG_0606
Okolice Łobza – Gardno
DSCF0835
Malbork

DSCF0840

 

IMG_9591
Ukochany Sopot
IMG_9847
Sandomierz

Teraz na nowo przyzwyczajamy się do singapurskich upałów, lokalnego życia i czekamy na następną wyprawę do Polski 🙂

Woda w Singapurze

Zastanawialiście się czasem skąd Singapur bierze wodę? Jak wiadomo Miasto Lwa, to państwo – miasto, znajdujące się na wyspie o powierzchni zbliżonej do Warszawy, którą zamieszkuje blisko 5,5 ml ludzi. Dzienne zużycie wody w Singapurze wynosi 430 milionów galonów czyli 780 basenów olimpijskich 🙂 Na jednego mieszkańca wychodzi średnio 153 litry wody dziennie.

Singapur pozyskuje wodę na 4 sposoby.

  1. Z opadów – Znajduje się tutaj 17 rezerwatów ze zbiornikami wodnymi. Do zbiorników tych, woda pochodząca z deszczu, doprowadzana jest przez kanały, któte rozsiane są po caym mieście i ich długość łącznie wynosi ok 8000 km. Kanałów są dwa rodzaje, jedne dostarczają wodę z deszczu do rezerwatów, a drugie, położone głębiej pod ziemią, dostarczają ścieki do oczyszczalni.IMG_7111.JPG
  2. Z importu z Malezji. Sam zakup wody nie jest niczym niezwykłym, najciekawsze jest, że kupioną wodę z Malezji oczyszcza się i odsprzedaje tej samej,  po dużo wyższej cenie 🙂 Wodza importowana z Malezji stanowi 60% zapotrzebowania.
  3. Z odsolonej wody – 10% zapotrzebowania.
  4. Ze ścieków. Singapur wyspecjalizował się w pozyskiwaniu wody pitnej przez oczyszczanie tej już zużytej. Technologia w tej dziedzinie jest tak dalece rozwinięta, że singapurczycy bez problemu piją wodę z kranu, której smak jest jak najbardziej ok.  W 2060 woda z tzw odzysku ma stanowić aż 50% zapotrzebowania miasta, obecnie jest to 30%. Singapurczycy bardzo pracują nad tym, aby całkowicie uniezależnić się od Malezji, która z każdym nowym kontraktem podnosi ceny sprzedawanej wody.

Tu jeszcze kilka ciekawych faktów dotyczących wody ogółem:

 

 

Zastanawiacie się pewnie, skąd taki temat i skąd Budzinska taka mądra 🙂 A no miałam przyjemność wybrać się z synem na szkolną wycieczkę do New Water, jednego z miejsc, gdzie zajmują się właśnie pozyskiwaniem wody pitnej ze ścieków. Wycieczka okazała się bardzo ciekawa, nie tylko dla mnie, ale również dla bandy głośnych dziesięciolatków, którzy słuchali wszystkiego z wyjątowym zainteresowaniem 🙂

 

Owoce egzotyczne – cz. 1

Mieszkając w Singapurze uczymy się nie tylko nowej kultury, ale również, a może nawet przede wszystkim, nowych smaków. Opowiem Wam dzisiaj trochę o tutejszych wyjątkowych owocach, które są tak inne od naszych europejskich.

Lokalne bazary zachwycają wyborem oraz  różnorodnością owoców. Niektóre wyglądają, albo pachną tak, że trochę strach spróbować 🙂

IMG_4111

 

IMG_6979

Po rocznym pobycie w Singapurze mam już swoją listę faworytów, bez których pewnie będzie mi ciężko jak wylądujemy w innym klimacie 🙂

Ale zacznijmy od azjatyckiego nr 1, który do moich faworytów na pewno nie należy 🙂

Durian

IMG_2013

IMG_2010

Owoc nazywany w Azji „królem owoców”, dlaczego? Chyba mało który nie-azjata potrafi odpowiedzieć na to pytanie 🙂 Durian to śmierdziel jakich mało. Zwiedzając Chinatown z daleka czuć tą onieśmielającą woń, której później trudno się pozbyć z pamięci. Oczywiście jak Wam już wcześniej opisywałam, spróbowaliśmy duriana w towarzystwie Joli i Łukasza ( głupio nam było, że oni się odważyli, a my co?). Smak słodkiego czosnku pomieszanego z cebulą prześladował nas do końca dnia bleee. Przez lokalną ludność durian jest uwielbiany i można go tutaj spotkać w każdej postaci – nawet lodów fuj fuj fuj.

W Singapurze jak i winnych miastach Azji, jak już wcześniej też  wspominałam, nie można przewozić duriana środkami komunikacji miejskiej. Kto go poznał osobiście, ten zrozumie 🙂

Mango 

DSCF9363

Jakoś nigdy wcześniej nie interesował mnie ten owoc. W Polsce bardziej popularna jest odmiana o zielonym kolorze. Istnieje ponad 1000 odmian tego owocu. W Singapurze najbardziej popularne jest żółte mango, najczęściej pochodzące z Indii lub Filipin. Często, co bardzo mnie zdziwiło, spożywane jest z odrobiną soli lub sosu sojowego oraz szczyptą chilli – bardzo ciekawy smak. W Singapurze oprócz surowego mango można kupić wyśmienite suszone (uzależniłam się od niego i później musiałam walczyć kilogramami :), dżemy z mango, herbaty lub chleb. Pyszne jest sushi z krewetką w tempurze i mango, mogłabym tak wymieniać bez końca.

Rambutan

DSCF9342

DSCF9345

Jagodzian rambutan – w języku malezyjskim rambutan oznacza owłosiony. Ten śmieszny owoc smakiem odrobinę przypomnina znane w Polsce i pochodzące z tej samej rodziny liczi. Rambutan jest bogaty w wit. C oraz B12,  a jego skóra leczy czerwonkę. Najczęściej spożywany jest na surowo.

Marakuja 

DSCF9378

DSCF9380

Inaczej passiflora, występuje w ponad 300 gatunkach. Najbardziej popularna jest marakuja o brązowo-fioletowym kolorze, okrągła z błyszczącą woskowatą skórką. Owoce marakui bardzo przypominają żabi skrzek, ale nie ma co się zniechęcać, bo smak jest wyjątkowy 🙂 Ja ostatnio odkryłam złotą marakuję miodową widoczną na moim zdjęciu. Jest ona mniej kwaśna i ma niesamowity miodowy smak. Owoc ten bogaty jest w witaminy, oksydanty oraz magnez. Owoce marakui mają działanie uspakajające oraz nasenne.

Longan 

DSCF9357

Longan to kolejny kuzyn liczi nazywany w Azji „smoczym okiem”.  Bardzo soczysty i słodki. Również bogaty w wit. C, podobno poprawia wzrok i spowalnia procesy starzenia 🙂

Jackfruit

IMG_6976

DSCF9375

Owoc ten jest największym owocem na świecie rosnącym na drzewie.  Potrafi osiągać wagę  nawet 30 kg. Na bazarze kupujemy już podzielone owoce (cząstki), bo ciężko byłoby przytachać do domu 20 kg maleństwo 🙂 poza tym aby go otworzyć trzeba się trochę pomęczyć :). W smaku jackfruit, po polskiemu zwany śmiesznie dżakfrut, ma kwaskowaty smak w sumie to trudny do opisania 🙂 jak dłużej postoi w lodówce, to nawet zapach ten może trochę wkurzać. Oczywiście bardzo zdrowy, ale uwaga, również kaloryczny.  Niedojrzałe owoce jackfruita po ugotowaniu smakiem przypominają mięso, dlatego w Iniach uznawany jest za pożywienie ludzi biednych.

Graviola – Flaszowiec miękkociernisty

DSCF9334

DSCF9337

Na koniec ostatnie moje odkrycie – owoc nazywany tutaj soursop stał się moim ulubionym 🙂 Niestety chyba tylko dla mnie, bo co kogoś nim poczęstuje, to się krzywi 🙂 Mocno kwaśny smak, również trudny do opisania, trochę jak truskawka z ananasem. Moim gościom chyba bardziej niż smak przeszkadzała jego konsystencja, bo taka glutowata trochę 🙂 no i może wygląd, bo też średnio zachęcający. Cena też trochę odstrasza, bo okaz na zdjęciu kosztował ok 20 SGD ( mąż mnie zabije :). Owoc ten stał się ostatnio bardzo sławny, ponieważ podobno leczy on raka. W odróżnieniu od chemioterapii zabija tylko komórki rakowe i nie sieje spustoszenia w organiźmie. Niestety informacje te nie zostały jeszcze chyba nigdzie potwierdzone żadnymi udowodnionymi badaniami czy publikacjami. Nasza Jeraldine, która pochodzi z Filipin, twierdzi, że owoc ten używany jest w tym celu w jej kraju od dawien dawna. Filipińczycy wierzą, że nie tylko owoc, ale liście oraz kora drzewa ma działanie zwalczające raka.

Na dzisiaj chyba wystarczy 🙂 w następnej części postaram się przedstwaić Wam jeszcze kilka wartych uwagi owoców takich jak mangostan czy salak.

Pozdrawiam